poniedziałek, 24 grudnia 2012

Rozdział 2

     -It's Friday! Friday! - wykrzyknęłam, wstając i biegnąc po schodach, wywaliłam na ostatnim schodku, przewracając się, o dywanik zawinięty, upadając brodą na podłogę, która lekko się zatrzęsła, a stojak z kwiatkiem, który trzymał się na ostatniej nóżce, wylądował na mojej głowie. W progu kuchni, stała moja mama dziwnie mi się przyglądając.
-Sandra, dobrze się czujesz?
-Tak mamo, ale to ostatni weekend, potem poniedziałek.. i zaczynamy wakacje, kto by się nie cieszył?
-Uspokój się dziecko, jesteś w ostatniej klasie liceum, a zachowujesz się jakbyś miała 4 latka! Dosłownie. 
-Mamo.. nie można z tobą pożartować.
-Jak będziesz miała rozbitą głowę, od takiego skakania jak małpa, to ja z tobą po lekarzach nie będę jeździła.
-I tak byś pojechała, bo mnie kochasz. - wysłałam mamie buziaka w powietrzu, i powędrowałam do kuchni, otrzepując się z ziemi. Stanęłam przy blacie, i zaczęłam sobie robić kanapki, słyszałam jak mama pod nosem mówi "I tak nie lubiłam tego kwiatka" 
Gdy skończyłam jeść, spojrzałam na zegarek, i o mało co się nie zadławiłam. Zobaczyłam 8:54, o 9 autobus. Spakowałam szybko kanapki do plecaka, żegnając się z mamą, wyleciałam, z domu niczym huragan, potykając się przy tym, przez nie zawiązane sznurówki, w moich conversach. Z dala zobaczyłam już moich dwóch debili, gdy ich zobaczyłam przyśpieszyłam kroku, gdy zobaczyłam, że jedzie już nasz żółty autobus, przyśpieszyłam, a wręcz biegłam. Usiadłam razem z Damonem, a za nami siedział Damian. Nagle obydwoje zaczęli się wręcz ze mnie nabijać.
-No co? - zaczęłam poprawiać fryzurę, spojrzałam czy spodenki nie są dziurawe, było wszystko okej.
-Haha, jesteś uwalona z keczupu. Ktoś tu znowu zaspał - zaczęli się obydwoje śmiać, byłam wkurzona, mogli mi to wcześniej powiedzieć. Wzięłam lusterko, i zaczęłam doprowadzać się do normalnego porządku. Wysiedliśmy pod szkołą, widocznie dzisiejszy dzień był dla mnie pechowy, wywaliłam wychodząc z autobusu, na całe szczęście Damian złapał mnie w ostatniej chwili. Pierwsza Chemia, fuck. Nienawidzę Chemii, z całego serduszka. Wchodząc do szkoły, szybko wyjęłam książki z szafki, i jakby ktoś pstryknął, a zadzwonił dzwonek. Weszłam do sali, spojrzałam na Damona, błagającym spojrzeniem, a on pokręcił głową, i spojrzał na Damiana, downy, dzisiaj siedzą razem, czyli dziś jestem FOREVER ALONE. Usiadłam w ławce, i przysłuchiwałam się tym bredniom, które w życiu mi się na 100% nie przydadzą.

*DRYŃ*
-Nareszcie weekend. - powiedziałam chwytając się ramienia Damiana.
-Imprezy,dupeczki.. - zaczął rozmarzać się Damian, po czym tyrpnęłam go w bok, zatrzymałam się, i pytającym wzrokiem spytałam:
-A nie mieliśmy tego weekendu razem spędzić?
-Erm.. jadę do Cioci.. wiesz.. i nie mogę.. no.. ona jest.. no ten.. no.. chora! tak, tak.. ma raka. - zaczął się jąkać Damian. Kłamał.
-No dobrze. - powiedziałam oschle. - A ty Damon.
-yy.. No mama, zachorowała, i muszę się nią opiekować.
-No dobra, nara. - odepchnęłam ich, bo kłamali, w żywe oczy, czego nie cierpiałam. Chamsko, się od nich oderwałam, a oni zaraz zaczęli mnie ciągnąć za ręce, żebym jednak nigdzie nie szła. Pobiegłam do domu, jak najprędzej, po pierwsze nie chciałam z nimi gadać, a po drugie strasznie chciało mi się siku, wbiegłam do domu i zdejmując buty, krzyknęłam "Hej mamo!" wbiegłam na górę, załatwiłam potrzebę i wróciłam na dół. Wchodząc do kuchni, zaczęłam opowiadać mamie, o sytuacji z chłopcami, nie patrząc czy mama jest w kuchni czy nie. Robiąc, sobie kanapkę, podniosłam głowę, i zobaczyłam uśmiechniętego od ucha do ucha, Biebera, który wstał i szedł w moją stronę. Upuściłam kanapkę na blat, i rozpędziłam się i razem z nim wylądowałam na podłodze, tak bardzo za nim tęskniłam..

2 komentarze:

  1. Genialne, pisz dalej, bo świetnie Ci to wychodzi. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Zazazajebiste!!!!
    Szkoda tylko, że tak mało piszesz. ; (

    OdpowiedzUsuń